Centrum
Nurkowe
Profundal
  • Messenger
  • WhatsApp (Adam)
  • WhatsApp (Leon)
  • Telefon (Adam)
  • Telefon (Leon)
  • Email
× Wyślij

Nurkowanie w Jeziorze Hańcza – relacja z wyprawy

Nurkowanie w Jeziorze Hańcza to dla wielu nurków jedno z najbardziej charakterystycznych doświadczeń w Polsce. Wyjazd odbył się w 2011 roku, w lecie.

Kto opóźnił wyjazd, pozostanie już chyba kwestią niewyjaśnioną, a hipotez jest kilka. Najbardziej prawdopodobna wspomina o zapomnianym balaście. Czy to prawda — nie wiem, ale uważny obserwator zapewne zarejestrował moment, gdy Mariusz wyciągnął komórkę, wybrał memory five, rzucił w słuchawkę: „Mario… i wszystko jasne”, po czym na parking przy Północnej wtoczyło się czarne BMW. Kierowca podał tajemnicze zawiniątko, krzyknął coś o zapominaniu głowy, a na koniec: „utopcie go tam!” — i mogliśmy ruszać.

Podróż minęła spokojnie i po sześciu godzinach byliśmy na podwórku u pana Tadzia, który sypia po trzy godziny na dobę i nie dziwi się, gdy po północy przybywa pełen ludzi minivan z przyczepą reklamującą usługi remontowo-budowlane.

Ekipa w składzie: Tosia, Leon, Artur, Michał, Mariusz i Robert rozlokowała się w pokojach i udała się na zasłużony spoczynek.


Dzień pierwszy

Po śniadaniu (posiłki serwowane przez pana Tadzia zasługują na osobny dział na forum) drużyna rozsiadła się na słoneczku przed domem, a na stole pojawiła się butelka najczystszego spirytusu lubelskiego i… jedna szklanka. Następnie na stół wjechał twin Michała i rozpoczęło się rozkręcanie oraz czyszczenie zaworów. Bardzo pouczająca lekcja.

Spirytus w szklance służył wprawdzie tylko do czyszczenia elementów zaworów, choć dało się słyszeć głosy, że z dodatkiem coli można też przeczyścić od wewnątrz serwisantów.

Po zmontowaniu twina udaliśmy się nad jezioro, na parking nr 2. Na nurkowisku poza nami był tylko jeden nurkowóz. Słoneczko, cisza, spokój, lekki wiatr — bardzo przyjemnie. Po sklarowaniu szpeju wykonaliśmy w podgrupach nurkowania różne, na różnych głębokościach (od 20 m do 45 m), o które tam nietrudno, bo praktycznie zaraz na wejściu zaczyna się stromy spadek w dół. Przy bardzo lajtowym zanurzeniu głębokość 30 m osiąga się w trzeciej minucie.

Przejrzystość wody rewelacyjna. Od 15. metra do 27. piękne ścianki, podziurawione otworami, w których czają się zielono-szare miętusy. Poniżej ścianek woda kryształ, tylko już ciemno. Dno piaszczyste i twarde. Nad ścianką sporo kamieni różnej wielkości, oblepionych żyjątkami w skorupach, które na widok dłoni nurka zamykają swoje domki.

Wyszliśmy bardzo zadowoleni i pojechaliśmy na obiad.

Po obiedzie dołączył Radek. Wróciliśmy na parking nr 2 i powtórzyliśmy nurkowania, z których kilka wyszło dzienno-nocnych. Po zmroku miętusy wylazły ze swoich dziur i wylegiwały się na skalnych półkach, niewiele sobie robiąc z obecności nurków. Od czasu do czasu któryś (miętus, nie nuras) udawał zdenerwowanie, pokręcił się trochę w kółko, po czym z powrotem lądował na półce.

Wieczorem Arek mężnie oparł się namowom, żeby zostać, i pojechał do domu. Michał z Mariuszem zajęli się usuwaniem awarii separatora w twinie, a reszta drużyny odpoczywała, umilając sobie czas targaniem pustych butli do sprężarkowni, mokrych skafandrów do suszarni, a na deser — rozwiązywaniem nurkowych zadań.

Zmęczeni, ale usatysfakcjonowani, poszliśmy spać.


Dzień drugi

Po śniadaniu (z trudem omijam temat posiłków, bo głodny jestem, a przed oczami mam wspaniałości stołu) pojechaliśmy jeszcze raz na parking nr 2, gdzie ponownie podziwialiśmy podwodne krajobrazy, realizując nieco głębsze nurkowania — dla odmiany schodząc do wody po innej, bardziej stromej ścieżce.

Po obiedzie pojechaliśmy do sklepu i na spacer wzdłuż brzegu Hańczy. Pooglądaliśmy miejsce, z którego wypływa Czarna Hańcza, i udaliśmy się na parking nr 3, gdzie znowu, oprócz nas, był tylko jeden nurkowóz. Tam wykonaliśmy dwa nurkowania — dzienne i nocne. Zejście od tej strony jest mniej strome i spokojnie nadaje się do płytszych, kursowych nurkowań.

Niestety woda w tym miejscu była mniej przejrzysta, choć i tak — w porównaniu do naszych lokalnych jezior — kryształ. Lokalne atrakcje podwodne to: konna maszyna do grabienia siana, łódka, skrzynia z granatami oraz miękka w dotyku, biała skała iłowa.

W nocy, wśród roślinek, można było spotkać całkiem spore szczupaki, okonie, płocie i raki. A Radek to nawet widział szczupako-prosiaka, czy prosiako-szczupaka — trudno było zrozumieć dokładnie co, bo zaraz po wyjściu twierdził nawet, że widział i sfilmował SMOKA!

Wracając z nura, przeprowadziliśmy test latarek nurkowych, oświetlając drogę w lesie przed samochodem.

Na miejscu odnotowaliśmy też — poza banalnymi katarami i dolegliwościami uszu oraz zatok — prawdziwy przypadek niewielkiego DeCeeSa skórnego, a piękny, nurkowy dzień zakończyliśmy, oglądając po kolacji filmy wyprodukowane przez Lucid Studio i ucząc się, jak należy — a jak nie — robić zdjęcia i kręcić filmy.


Dzień trzeci

Zaraz po śniadaniu (zjadłbym teraz tę jajeczniczkę!) część drużyny pojechała na parking nr 3, a część do bazy, w której mieliśmy umówiony transport łodzią na drugą stronę jeziora. Po sklarowaniu szpeju zapakowaliśmy się w jedenastu chłopa do blaszanej wanny, która wywiozła nas na nurkowisko.

Na miejscu powskakiwaliśmy do wody (co było dodatkową atrakcją, podobnie jak późniejsze włażenie na łódź po nurkowaniu — z rozbieraniem się w wodzie itp.) i zanurkowaliśmy. Tu Artur z Michałem dotarli, zgodnie z planem, do 55 m, a Leon do 60 m — i wszyscy zgodnie stwierdzili, że śmiało mogli iść głębiej, co, jak zapowiedzieli, zrealizują następnym razem.

Pod wodą piękna, półokrągła ściana ze stromymi urwiskami, spadającymi od 21. do 40. metra. Rewelacyjne nurkowanie! Straty: maska, nóż i — o mały włos — twin

Po powrocie pojechaliśmy na parking nr 1. Na miejscu spotkaliśmy już więcej nurków i wyjącą na brzegu Tośkę. Nie, nie — nasza Tosia była w doskonałym humorze, choć nieco zmarznięta, a wyła Tośka — czarna sunia rasy labrador, oczekująca na swojego pana.

Poznaliśmy też sympatycznych Litwinów, którzy — jak się później okazało — znaleźli pod wodą zarówno maskę, jak i nóż. Zguby wróciły do właścicieli.

Zanurkowaliśmy na dłubanki, Mariusz ukończył kurs i, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, pojechaliśmy na obiad. Potem zostało nam już tylko przepakowanie szpeju, przybicie pieczątek w logbookach i wpis do księgi pamiątkowej pana Tadzia.

Słoneczko pięknie świeciło, gdy — pełni wrażeń, nieco zmęczeni, ale szczęśliwi — jechaliśmy do domów z mocnym postanowieniem, że wkrótce wrócimy nad przepiękną i magiczną Hańczę.


Bardzo dziękuję całej drużynie Profundal za wspaniały wyjazd, ciepłe i serdeczne przyjęcie, rewelacyjne nurki i super przyjazną atmosferę.
Mam nadzieję jeszcze nieraz wyruszyć z Wami na podobne wyprawy.

Robert

Robert (DIRek) Koszuta (1972–2024)
Autor tej relacji, przyjaciel i pasjonat nurkowania.
Tekst pozostaje na blogu Profundal ku pamięci.

nurkowanie Jezioro Hańcza | Nurkowanie w Jeziorze Hańcza – relacja z wyprawy
Podobało się? Podziel się!

Spis treści

Spróbuj nurkowania z nami

Ucz się nurkowania z nami

Zwiedzaj podwodny świat na naszych wyprawach

Podobało się? Podziel się!

Zobacz więcej postów

Skontaktuj się z nami