Cenoty Meksyk nurkowanie – to właśnie dla nich lecimy na Jukatan, a ten etap naszej miesięcznej wyprawy przez Meksyk, Belize i Gwatemalę zaczynamy od Mexico City i Teotihuacán, by po kilku dniach wejść w świat cenotów.
Coroczne wyjazdy to nasza tradycja. Raz w roku pakujemy się i lecimy dalej niż Europa – tam, gdzie oprócz zmiany klimatu jest też historia i dobre nurkowania.
W ubiegłym roku były Filipiny. Tym razem plan był większy: Meksyk, Belize i Gwatemala. Miesiąc w drodze, kilka krajów i zupełnie różne środowiska – od dużych miast, przez dżunglę, po nurkowania w cenotach.
Jedziemy stałym, sprawdzonym składem: Krzysztof (czyli Jerzyna), Misiek, Rafał, Marcin, Grzesiu i ja. W tym roku dołącza Adam – nowy w ekipie, ale szybko łapie rytm.
Tu warto zatrzymać się na chwilę przy Rafale. To on spiął całą logistykę wyjazdu – przeloty, transfery, hotele i połączenie kilku krajów w jedną trasę. Kilka lotów, różne miejsca, dużo zmiennych – a wszystko działało bez zgrzytów i dokładnie tak, jak było zaplanowane.
Duży komfort dla reszty ekipy. Dzięki, Rafał.
Podróż do Mexico City
Wyjazd zaczynamy w Lublinie, część ekipy dołącza w Warszawie. Spotykamy się na Okęciu – w składzie mamy też lekarzy, więc pojawia się szybki „pakiet profilaktyczny” przed długim lotem. Miny przy ukłuciu bezcenne.
Spokojny zapas czasu i lecimy przez Stambuł do Mexico City. Po krótkiej przerwie w Turcji wchodzimy w piętnastogodzinny lot – tu zaczyna się właściwa podróż.




Po wylądowaniu pierwsze zaskoczenie – lotnisko w Mexico City jest znacznie bardziej surowe, niż można się spodziewać po jednej z największych metropolii świata. Szybka odprawa, transfer i jedziemy do hotelu.
Mamy tu trzy intensywne dni.
Zwiedzanie Mexico City – pierwsze wrażenia
Nasz hotel położony jest niedaleko lotniska. Szybki prysznic i od razu wychodzimy na miasto.
Mexico City od pierwszych godzin pokazuje skalę. Przemieszczamy się głównie Uberem, ale korki potrafią zaskoczyć – przejazdy po godzinie to nic nadzwyczajnego. Dopiero z czasem zaczyna się układać w głowie, jak duże jest to miejsce.
Jednym z ciekawszych punktów dnia była kolejka linowa, popularna w tej części świata. Godzina przejazdu, niski koszt i świetne widoki na miasto z góry. Dopiero z tej perspektywy widać, jak ogromne jest Mexico City.
W centrum odwiedzamy monumentalną Katedrę Metropolitalną, która jest największą i najstarszą katedrą w Ameryce i siedzibą arcybiskupa archidiecezji meksykańskiej.
W samym centrum Mexico City, tuż obok kolonialnej katedry, znajdują się pozostałości najważniejszej świątyni Azteków. To właśnie tutaj znajdowało się religijne serce dawnego Tenochtitlán. To miejsce nie przytłacza skalą – raczej zmusza do zatrzymania się i wyobrażenia sobie, że pod nowoczesnym miastem wciąż istnieją warstwy dawnego świata. Ruiny są fragmentaryczne, odkrywane stopniowo. Spacerując między kamiennymi fundamentami, trudno nie myśleć o tym, że jeszcze kilkaset lat temu odbywały się tu rytuały, związane z rytuałami ofiarnymi.
Spacer główną ulicą, centralny plac i wieczorem spokojne zakończenie dnia w lokalnej knajpce przy hotelu na kolacji – zmęczenie po podróży daje o sobie znać.
Teotihuacán – piramidy Słońca i Księżyca
Trzeciego dnia ruszamy poza miasto, do Teotihuacán – jednego z najważniejszych stanowisk archeologicznych w Meksyku. Wielu turystów tu nie dociera, bo dla większości Meksyk kończy się na Jukatanie. Tym bardziej cieszę się, że mogłem zobaczyć je na własne oczy.
Na początku nie robi dużego wrażenia. Pierwsza myśl – kolejne ruiny.
Ale im dalej wchodzimy w kompleks, tym bardziej zaczyna docierać skala tego miejsca.
To nie było „jakieś miasto”. To była metropolia, w której mogło mieszkać nawet 100–200 tysięcy ludzi – jedno z największych miast świata w swoim czasie.
Piramida Słońca, Piramida Księżyca i Aleja Zmarłych to tylko najbardziej widoczne elementy. Całość jest znacznie większa – układ miasta, jego geometria i rozmach budowy. Wszystko wydaje się zaplanowane i przemyślane, a jednocześnie… wciąż nie do końca wyjaśnione.
Teotihuacán powstało około I–II wieku n.e. i przez kilka stuleci było jednym z największych miast świata. Do dziś nie wiadomo dokładnie, kto je zbudował i dlaczego zostało opuszczone.
Kilkaset lat później pojawili się Aztekowie, którzy swoją cywilizację zbudowali w innym miejscu – na terenach dzisiejszego Mexico City. Ich stolica, Tenochtitlán, powstała w 1325 roku na wyspach jeziora Texcoco i była jednym z najbardziej zaawansowanych miast swojej epoki – z siecią kanałów, grobli i rozwiniętą infrastrukturą.
Po przybyciu Hiszpanów i upadku Tenochtitlán w 1521 roku, na jego ruinach zaczęto budować współczesne Mexico City. Dlatego dzisiaj w jednym miejscu przenikają się różne warstwy historii – od prekolumbijskich cywilizacji, przez kolonialną zabudowę, aż po nowoczesną metropolię.
Zwiedzanie zajmuje kilka godzin, a licznik kroków zatrzymuje się w okolicach 17 kilometrów.
Park miejski i wieczorne Mexico City
Po powrocie do miasta część ekipy wraca taksówką, część korzysta z komunikacji miejskiej. Na koniec dnia spacer po dużym parku – jeziorko, rowerki wodne i lokalny klimat. Bez fajerwerków, ale dobrze domyka intensywny dzień.
Zmiana miejsca – koniec pierwszego etapu
Czwarty dzień to już przygotowanie do dalszej części wyprawy. Transfer mamy wczesnym popołudniem, więc poranek każdy spędza po swojemu.
Rafał, Adam i Grzegorz jadą zobaczyć wulkan, pozostali kawa i sklepy.


Spokojne tempo i zamknięcie pierwszego etapu podróży.
Meksyk – Playa del Carmen, Chichén Itzá, cenoty i Tulum (8–14 lutego)
Drugi etap naszej wyprawy przeniósł nas na półwysep Jukatan, w okolice Playa del Carmen.
To miejsce łączy dwie rzeczy: historię cywilizacji Majów i jedne z najbardziej wyjątkowych miejsc nurkowych na świecie – cenoty.
8 lutego – przelot na Jukatan
Rano taksówka na lotnisko. Lokalny terminal, spokojna atmosfera, niewielu pasażerów. Spodziewaliśmy się małego samolotu, a podjechał Dreamliner. Dwie godziny lotu do Cancun, potem godzina busem do Playa del Carmen.




Hotel na uboczu – do centrum około 30 minut spacerem. Po kilku dniach mamy już swoje miejsca na śniadanie i kolację. Rytm szybko się stabilizuje.
Chichén Itzá – serce cywilizacji Majów
Pierwszego dnia jedziemy do Chichén Itzá – jednego z najważniejszych stanowisk archeologicznych w Ameryce Środkowej i jednego z nowych siedmiu cudów świata.
Centralnym punktem jest piramida El Castillo (Świątynia Kukulkana). 365 stopni – symbol dni w roku. Konstrukcja oparta na astronomii i matematyce. To nie tylko monumentalna budowla, ale precyzyjny kalendarz zapisany w kamieniu.









Oprócz głównych punktów kompleksu zwiedzamy także Wielkie Boisko do Gry w Pelotę, Świątynię Wojowników, Obserwatorium El Caracol oraz Cenotę Ofiarną.




