Ewolucja rekreacyjnych szkoleń płetwonurkowych (od 2000 roku)

Ewolucja rekreacyjnych szkoleń płetwonurkowych od 2000 roku.

To właśnie wtedy zaczęła się przygoda mojego życia. Celem artykułu jest przybliżenie młodym nurkom niedalekiej historii nurkowania w Polsce, pokazanie systemów szkolenia 20 lat temu i obecnie. W tekst „wpisuję” też moje uwagi i przeżycia dotyczące zaistniałych wydarzeń, oraz osobiste przemyślenia dotyczące szkoleń. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że jest wiele osób które zaczynały dużo wcześniej, chętnie poczytałbym ich wspomnienia w podobnym artykule. Zróbcie to, piszcie, bo pamięć jest ulotna. Zaczynamy:

Aby wtedy nurkować legalnie w Polsce trzeba było dostosować się do najważniejszego dokumentu:

Monitor Polski – Dziennik Urzędowy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, nr.26 z 4.11.1985 roku, Zarządzenie Przewodniczącego Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu z 29.06.1985r. w sprawie uprawiania płetwonurkowania

(http://www.monitorpolski.gov.pl/mp/1985/s/26

Z najciekawszych treści wybrałem:

  • Podział stopni nurkowych: płetwonurek III,II i I stopnia, instruktor, instruktor I klasy

płetwonurek III stopnia (dzisiejsze OWD) ma prawo do:

nurkowania do 10 metrów z bojką pod nadzorem instruktora lub płetwonurka I stopnia,

nurkowania do 30m z instruktorem lub płetwonurkiem I stopnia,

płetwonurek II stopnia (dziś AOWD):

10 m z bojką w grupie,

30m z płetwonurkiem I stopnia,

40 m z instruktorem,

płetwonurek I stopnia:

do 60 m w grupie,

warunki wstępne: specjalna karta pływacka, tzw żółty czepek, patent stermotorzysty, mł. ratownik wodny,

  • Skład grupy nurkującej:

do 10 metrów – 6 osób, do 30 m – 4 osoby, poniżej 30 m – 3 osoby,

  • Obowiązkowa dzienna karta nurkowań,
  • Wymagania kursowe:

Badania lekarskie obowiązkowe, ale tylko od lekarza z przychodni sportowo-lekarskiej, Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej lub od lekarza wojskowego

Przed wodami otwartymi 16 godzin na pływalni,

Kurs nie krótszy niż 14 dni,

Wymagania pływackie – to samo co na kartę pływacką,

Poniżej kilka wybranych ćwiczeń do wykonania na kursach, nie wszystkie popieram, dziś nierealne
i zbyt niebezpieczne, szczegóły przy poszczególnych ćwiczeniach:

Do zaliczenia na kursie podstawowym:

  • przepłynięcie 500 metrów po powierzchni bez sprzętu
  • skok do wody z wysokości 3m

(skoki w różnej konfiguracji, na pływalni mieliśmy skocznię 5 metrową, pole do popisu dla kadry, skoki w różnych wersjach, bez ABC, w płetwach, z ABC w dłoni i założenie pod wodą. Podczas zajęć nad jeziorem, ulubionym ćwiczeniem kadry był skok do wody z pomostu w piance , ze sprzętem ABC w garści, głębokość 3 metry. Problemem był wypór pianki, aby zaliczyć należało ubrać się w ABC pod wodą i na końcu oczyścić fajkę. Chcąc zrobić to ćwiczenie w komplecie, należało się odpowiednio obciążyć pasem balastowym, jeden z 8kg nie wystarczał, najczęściej kluczem do sukcesu było założenie dwóch pasów, ale przy dwóch pasach trudno zgiąć tułów, aby założyć płetwy. Jak tego nie zrobiliśmy był problem z wynurzeniem. Widoczność zerowa zazwyczaj te nie pomagała w zadaniu. Niektórzy po codziennych próbach, zaliczali to ćwiczenie w ostatnim dniu kursu. Ja też na początku miałem z tym problem, pianka 7+7mm ma spory wypór, a miałem tylko jeden pas 8kg na sobie;-) pożyczyłem drugi i poszło łatwiej)

  • przepłynięcie w ABC 15 m pod wodą
  • po wydechu przepłynięcie na głębokości 15 m, poziomo 5 m, nadanie sygnału brak powietrza a następnie oddychanie z instruktorem z jednego ustnika – wynurzenie się nad powierzchnię

(Wynurzenie na jednym automacie, podawanie AO najczęściej co dwa oddechy do powierzchni, olbrzymie zagrożenie wystąpienia urazu ciśnieniowego płuc)

(Dodatkowym standardem kursowym było zdjęcie i założenie maski na 30 m)

Do zaliczenia na kursie płetwonurka II stopnia (dzisiejsze AOWD):

  • przepłynięcie 800 metrów w masce i z fajką
  • skok do wody na głowę z wysokości 3 m

(nie wyobrażam sobie bezpiecznego skoku na główkę z 3 metrów u większości obecnych kursantów)

  • zanurkowanie w sprzęcie ABC na głębokości 5 m i przepłynięcie 10 m w poziomie
  • 25 m pod wodą w ABC
  • zdjęcie sprzętu na głębokości 5m, wynurzenie, ponowne zanurzenie i założenie sprzętu

(z pasem balastowym ćwiczenie łatwe do wykonania, obecnie przy balaście zintegrowanym z kamizelką jest trudniej, bez balastu nasza pianka ma duży wypór, który utrudnia ćwiczenie, ale można to zrobić)

  • oddychanie we dwóch z jednego automatu przez 5 minut na 5m

(w praktyce u nas standardem było 4 osoby, ćwiczenie wykonywaliśmy przy balach pomostu, pierwszy nurek zanurzał się z butlą, następnie pojedynczo kolejni dopływali do nurka. Dzielono się gazem po jednym oddechu, utrudnialiśmy podając zasady: czas ćwiczenia nie krótszy niż 15 minut, zakaz posiadania czasomierza. Wynurzenie przed upływem 15 minut, skutkuje rozpoczęciem ćwiczenia od nowa. Było wesoło, problemem było zgranie oddechu i mierzenie czasu. Rozwiązaniem było liczenie oddechów (około 12-15 na minutę), niektóre zespoły kończyły ćwiczenie późno w nocy po kilkukrotnych wynurzeniach przed czasem, inni przyjęli założenie, że wynurzają się dopiero jak butla będzie pusta).

  • wypłynięcie z głębokości 20 m z wyjętym ustnikiem

(ćwiczenie przy linie opustowej, w praktyce wypływano do 3m, ćwiczenie niebezpieczne ze względu na zagrożenie urazem ciśnieniowym)

  • zdjęcie, założenie maski na 40 m

(ćwiczenie dyskusyjne jeśli chodzi o wykonywanie go na tej głębokości. Ja osobiście zdjęcie i założenie maski ćwiczę z kursantami poniżej termokliny, ale nigdy na 40 metrach ze względów bezpieczeństwa)

  • wydobycie instruktora z głębokości poniżej 30 m, wynurzenie na jego kamizelce

(obecnie na kursach rescue wydobywa się z płytszej głębokości, i rzadko instruktora)

Do zaliczenia na kursie płetwonurka I stopnia (dzisiejszy Divemaster):

  • 100m w ABC poniżej 2 minut, następnie zanurkowanie na 20 sekund, odpoczynek 10 sekund, zanurkowanie na 3 metry, wydobycie manekina i holowanie go po powierzchni 50 metrów
  • Przepłynięcie 1500 metrów w ABC

(dystanse to było ulubione ćwiczenie kadry, w przypadku niepogody zawsze pływaliśmy, no i zawsze z asekuracją instruktorów na łodziach, często przy falach powodowanych przez te łódki ;-), pamiętam ciekawą sytuację dającą do myślenia kursantom, byłem już instruktorem, 16 kursantów płynie dystans do wyspy i z powrotem, czas do zaliczenia: 30 minut w jedną stronę w pełnym sprzęcie, oddychanie przez rurkę, dopłynęli zespołem w czasie, powrót już na luzie, spokojnie, grupa kładzie się na plecach, maseczki na czoło, relaks, opalanie. Spotykamy się w porcie, chłopaki wychodzą z wody…szukają masek, nie ma ich, pospadały. Z 16 osób, 12 nie miało masek. Sklep nurkowy w Giżycku miał utarg sezonu 😉 Od tamtej pory nikt już nie założył maski na czoło)

  • przepłynięcie pod wodą bez sprzętu dwukrotnie 25 m z przerwą 15 sekund

(pływanie pomiędzy automatami na 5 metrach głębokości)

  • zanurkowanie w ABC na 10m

(wydobycie piasku lub mułu z dna)

  • wypłynięcie z wyjętym automatem z 30m

(jak wcześniej pisałem, ćwiczenie niebezpieczne, wykonywane do 3 metrów głębokości, trzeba rozłożyć wypuszczanie powietrza aby nie wypuścić wszystkiego od razu, wstrzymać też nie możemy, obok płynął instruktor z przygotowanym automatem oddechowym)

  • przepłynięcie 4 krotne na głębokości 5 metrów, odległości 20 m pomiędzy dwoma aparatami oddechowymi

(czas odpoczynku pomiędzy kolejnymi odcinkami był różny, ale minimalnie chyba 4 oddechy)

  • wykonanie podstawowych węzłów żeglarskich(wyblinka, ratowniczy, cumowniczy, kotwiczny) (nad i pod wodą)

(w sprzęcie i na bezdechu)

Jeszcze jednym ulubionym ćwiczeniem kadry były poranne zaprawy połączone z noszeniem pontonów prze kursantów 😉

Wymagania dla kandydata na instruktora (dziś jest „trochę” łatwiej):

  • płetwonurek I stopnia od co najmniej 2 lat
  • kurs patofizjologii nurkowania
  • dwuletni staż przedinstruktorski w formie pomocnika instruktora, uczestniczenie w co najmniej trzech 14 – dniowych kursach jako stażysta pomocnik instruktora

(Stażysta odwalał czarną robotę, organizował wachty i nadzorował ładowanie butli, nurkował 3-4 razy dziennie jak brakowało kadry, przygotowywał pontony do wypłynięcia, rozpisywał dzienne karty nurkowań.

Brałem udział w 3 stażach, z nurkowań pamiętam częstą sytuację nurkową:  instruktorzy robili jedną windę (szybkie zanurzenie) z kursantami na 30 metrów, stażysta zasuwał dwie albo trzy windy, instruktor czekał prawie zawsze na zabezpieczeniu na powierzchni, wieczorem padałem z nadmiaru azotu nieprzytomny do łóżka. Dla niewtajemniczonych, zaliczenia głębokości robiło się przy linie opustowej, nurkowanie polegało na szybkim zanurzeniu do dna, przybiciu piątki i wynurzeniu do 3m na przystanek bezpieczeństwa, tam instruktor (lub stażysta) zostawał, dołączała do niego kolejna para nurkowa i znów zjazd, piątka i wynurzenie. Bardziej ambitni instruktorzy, pilnowali aby kursanci nie dotykali liny i używali kamizelek ratowniczo-wypornościowych. Przy słabszych instruktorach standardem była typowa „wysokościówka”, wszyscy łącznie z instruktorem trzymali się liny, nie dotykali inflatora, a w drodze powrotnej alpinistyka, czyli wspinaczka podwodna po linie…komedia.

Nigdy nie zapomnę sytuacji na Hańczy. Czekam przy bojce powierzchniowej na asekuracji ze swoimi kursantami, jesteśmy gotowi do zanurzenia na 30 metrów, głowy mamy pod wodą, ponieważ wypatrujemy  poprzedników (stary instruktor z kursantami). Nagle wielka bojka obok nas zanurza się. Co jest grane, pewnie złapali się liny opustowej i pociągnęli ją ze sobą. Na pewno zaraz puszczą i zobaczę ją na powierzchni, jednak boi nie widać, zanurzam twarz, widoczność 10 metrów, a boja na krawędzi widoczności i znika. Zanurzam się, widzę ją na 12m, za chwilę się unosi, znaczy rozpoczęli wynurzenie, uff, ja jestem tylko stażystą, mój guru pod wodą. Po wynurzeniu instruktor opierdala partnurów za trzymanie liny, ale…we dwóch by tej bojki nie zatopili. Dyskretnie patrzę na ich komputery: 44 metry. Dostałem polecenie, aby zanurzyć się samotnie i przesunąć prosiaka, czyli obciążenie bojki z powrotem na 30 metrów. Zsunął się ze ścianki na Hańczy. Po tej akcji kontynuacja nurkowania i winda już z kursantami.

Staże nurkowe zapamiętałem jako świetną szkołę życia, mnóstwo teorii i praktyki, i tej złej, ale w większości tej dobrej. Obecnie na kursach instruktorskich staże nie są wymagane. Wielka szkoda!

Wracamy do Zarządzenia, i jego Załącznika: Zasady Bezpieczeństwa w Płetwonurkowaniu – opisują zasady zachowania podczas kursów, w basenie i na wodach otwartych, nurkowanie pod lodem, warunki techniczne sprzętu, nurkowanie w nocy, tabele dekompresyjne.

(Zasady dość szczegółowo opisane. Podczas egzaminów teoretycznych kadra miała pole do popisu pytając o długość noża nurkowego, grubość liny opustowej czy grubość desek stosowanych do zabezpieczenia przerębla w nurkowaniu podlodowym)

W moim środowisku na przełomie XX/XXI wieku były dwie ścieżki aby zostać płetwonurkiem: cywilna i mundurowa. Cywile nurkowali głównie w CMAS, którego przedstawicielem była i jest Komisja Działalności Podwodnej PTTK, a mundurowi w LOK czyli Lidze Obrony Kraju.

Zacząłem w LOK w 2000 roku, osoby w mundurze służące w odpowiednich jednostkach były szkolone w pracy i instruktorzy wywodzili się z tej organizacji, nikt nie miał wyboru, niewątpliwą zaletą był brak opłat za kursy i służbowy sprzęt. Wyposażenie nurka rekreacyjnego przez te 18 lat niewiele się zmieniło. Zdarzało się że na obóz ktoś wpadał w piance Stomil z automatem UAN i starym homontem (taki jacket), ale większość miała nowoczesny sprzęt, ja dostałem Jacket Maresa, automaty Scubapro MK20/Balanced i piankę Scubapro. Spokojnie teraz też można zobaczyć nurka w takim sprzęcie na nurkowisku i niczym nie będzie się wyróżniał.

Organizacje CMAS i LOK rywalizowały ze sobą, tak to zapamiętałem.

CMAS uważano za bardziej prestiżowy, zagraniczny, nowocześniejszy, kursant otrzymywał ładniejsze książeczki płetwonurka i plastik ;-), w LOKu tylko książeczki z pieczątką potwierdzające nabyte uprawnienia.    LOKiem rządzili panowie których  nazywaliśmy „leśne dziadki”, byli to emerytowani pułkownicy WP.

Nazewnictwo stopni było różne, w LOK nazwy były zgodne z Zarządzeniem, a w CMAS stopnie tak jak dziś P1, P2, P3 i P4 (P4 to było moje marzenie, kolega Przemek Stępniak, którego pozdrawiam posiadał wtedy taki stopień, jak ja mu zazdrościłem 🙂 stopnia P4 nie dostajemy po kursie tylko za zasługi – 100 nurkowań w różnych warunkach geograficznych).

Jako LOKowiec chiałem mieć kwity w CMAS, więc po każdym corocznym obozie robiłem cross-over do CMAS u Jurka Cieśluka w Lublinie, którego również serdecznie pozdrawiam.

W Polsce działały, ale nie na taką skalę też inne organizacje nurkowe, głównie Amerykańskie, takie jak:  PADI, SSI, NAUI, TDI.

W 2002 roku następuje zmiana przepisów, monitor przestaje obowiązywać, teraz jest łatwiej i bezpieczniej, nie ma dziwnych ćwiczeń, wprowadza się specjalizacje. Zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 7 maja 2002 r. w sprawie uprawiania płetwonurkowania

http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20020700646

Wprowadzono zmianę stopni na zapoznawczy, podstawowy, średni i wyższy

W 2004 roku zmieniono przepisy w służbach: mundurówka musiała mieć swoje uprawnienia, cywilne nie były ważne, wprowadzono program szkolenia i stopnie: mł.nurek, nurek, kierownik prac podwodnych i nurek-instruktor MSWiA, ale aby zostać mł.nurkiem, obowiązkowy był nadal  podstawowy stopień płetwonurka.

Doszedłem do stopnia nurka instruktora MSWiA. Na obozach nurkowych poznałem mnóstwo ciekawych ludzi, z niektórymi do dziś mam kontakt. Szkoda że w tej chwili na palcach jednej ręki mogę policzyć dobrych instruktorów szkolących wtedy i obecnie. Na szczęście Ci którzy zostali to instruktorzy wykonujący bardzo dobrą robotę, posiadający szacunek i renomę w środowisku nurków. Pozdrawiam

W tym momencie temat mundurowy uważam za zakończony.

We wrześniu 2004 roku miałem budżet na kurs instruktora, warunki spełniałem, staże odbyłem, choć już nie były wymagane.  Zawsze szkoliłem się w LOK, chciałem iść dalej tą ścieżką, rozważałem LOK lub CMAS, niestety obydwie organizacje nie organizowały już w tym roku kursu.

Tak dość przypadkowo trafiłem na kurs instruktora SSI (Scuba Schools International)  u Jacka Lubowieckiego. Kurs trwał 14 dni i zawierał dużo elementów marketingu, tego nie uczyli w LOK ;-). Dostałem jako instruktor manuale instruktorskie, gdzie było napisane jak uczyć, każda lekcja szczegółowo rozpisana, a kursant dostawał książkę i…nie był męczony na kursie. Całkowicie odmienne podejście. Nowa Era 😉

Inna warta uwagi książka z tamtego okresu to „Nurkowanie” autorów Macke, Kuszewski, Zieleniec, III wydanie. Druga której nie było można dostać to „Medycyna dla nurków” dr Krzyżaka. Popularny był miesięcznik Nurkowanie, już nie istniejący.

W rankingu popularności prowadził CMAS, PADI i LOK, później SSI razem z NAUI, i jeszcze kilku innymi. Zaskakuje mnie organizacja NAUI, najstarsza na świecie a nieznana w Polsce do dziś, może za slaby marketing bo o instruktorach szkolących u nas słyszałem.

W systemach szkoleniowych zamiast rozszerzonych kursów wprowadzono specjalizacje: nurkowanie nocne, podlodowe, nitroks, nawigacja, wrakowa, jaskiniowa. Popularność zyskują organizacje techniczne takie jak TDI, IANTD. Kurs advance nitrox jest chyba najlepiej sprzedającym się kursem w latach 2005-2010.

W kolejnych latach widzę słabnącą popularność LOKu, nawet na ich stronie internetowej jest takie zdanie:

Od roku 1990 mimo komercjalizacji rynku płetwonurkowego w Polsce Liga Obrony Kraju szkoli na nie zmienionym poziomie chociaż certyfikacja od 2003 r. ogranicza kompetencje naszych płetwonurków do uprawnień honorowanych tylko w kraju.  

Przed kompletną klapą uratowało ich wejście do CMAS w 2008 r., stało się to co kiedyś wydawało się niemożliwe.

Szkolenia obecnie:

W systemie CMAS  szkolą:

  • Polski Związek Płetwonurkowania (PZPn): zajmuje się głównie pionem sportowym. W ofercie są szkolenia rekreacyjne, ale pozwólcie że zamilczę na ten temat. Szkolenia sportowe czyli rywalizacja w pływaniu w płetwach w różnych wersjach – piękny, ale mało popularny sport niestety.
  • Liga Obrony Kraju (LOK): szkolenia płetwonurków na wszystkie poziomy. Wadą dla mnie jest całkowity brak materiałów szkoleniowych i słaby marketing organizacji wynikający ze starego systemu zarządzania.
  • Komisja Działalności Podwodnej PTTK: według mnie jedyna organizacja od początku do końca szkoląca w systemie CMAS. Obawiałem się o KDP CMAS, był kryzys, ale po zmianie władz kilka lat temu KDP przechodzi drugą młodość. W tej chwili KDP ma najwyższe wymagania kursowe do zdobycia stopnia P2 (AOWD). Czekam na platformę multimedialną dla kursanta, w tej chwili płatny certyfikat online to pomyłka.

Najpopularniejsze pozostałe organizacje rekreacyjne:

  • PADI: największa organizacja nurkowa na świecie, przejrzyste łatwe systemy szkolenia, zaletą tej organizacji jest dostępność, w każdym miejscu spotkasz bazę PADI, wady: instruktor musi ściśle trzymać się  standardów organizacji, nie może modyfikować kursu, nie może dodawać własnych ćwiczeń, wynikających z jego doświadczenia.
  • SSI: druga po Padi pod względem popularności, bardzo widoczna na świecie, najlepsze materiały szkoleniowe, super aplikacja na smartfona, instruktor nie jest tak ograniczony jak w PADI, może dodać 20 % do kursu od „siebie” praktyka i teoria z jego doświadczenia.
  • SDI: wywodzi się z technicznej organizacji TDI, nieciekawe materiały dla kursanta w porównaniu do SSI i PADI
  • I wiele innych
  • warto wspomnieć o Amerykańskiej organizacji GUE, tu w standardach mamy kilkanaście nurkowań na kursie podstawowym i pozytywne opinie o szkoleniach, wadą jest cena kursu, w naszych warunkach dla 95% nie do przyjęcia

Na dzień dzisiejszy wszystkie w/w organizacje różnią się rozpoznawalnością, i dostępem do materiałów szkoleniowych, niektóre mają trudniejsze ćwiczenia do wykonania na kursie. Wszędzie są dodatkowe specjalizacje. Wszędzie są minimalne wymogi na poszczególne stopnie, przy kursie podstawowym mamy do zaliczenia 9 nurkowań, w większości organizacjach jest to 5 zajęć w wodach basenopodobnych i 4 nurkowania w wodach otwartych. Zajęcia w basenie można łączyć i wtedy nie będzie ich 5, ale np. 3 o dłuższym czasie. Jeśli instruktor uważa, że kursant nie jest jeszcze gotowy może nie wydać certyfikatu i zorganizować jeszcze kilka zajęć (najczęściej dodatkowo płatnych). Zajęcia na pływalni możemy zastąpić zajęciami w jeziorze pod pewnymi warunkami.

  • Kurs podstawowy.

Najtrudniejszym, dostarczającym najwięcej emocji ćwiczeniem jest awaryjne wynurzenie po zrzuceniu balastu przy braku powietrza (tylko w SSI). Instruktor zakręca butle kursantowi, wcześniej kursant przygotowuje się do tego lokalizując balast i trzymając manometr w dłoni. W momencie kiedy kończy się powietrze, kursant zrzuca balast i wynurza się robiąc wydech, automat cały czas w ustach a instruktor dla bezpieczeństwa w tym momencie odkręca zawór butli. Po wynurzeniu kursant napełnia kamizelkę na powierzchni ustami. Głębokość według standardów, do 12 metrów, w praktyce ćwiczenie rozpoczyna się z platformy na 6 metrach.( w PADI też się wykonuje to ćwiczenie, ale bez zakręcania butli, dyskusja poniżej w komentarzach)

Kolejna różnica to sposób podawania automatu partnerowi w sytuacji braku gazu. W organizacjach wywodzących się z nurkowań technicznych, w SSI także, podajemy automat z którego oddychamy, jest to najbezpieczniejszy, sprawdzony w boju sposób, jest on trudniejszy niż podanie octopusa wiszącego gdzieś z boku nurka i chyba dlatego PADI uczy łatwiej i dopiero w kursach technicznych wprowadza podawanie głównego automatu. (dyskusja poniżej w komentarzach)

Inne kłopotliwe ćwiczenie to zdjęcie maski poniżej termokliny, na 6-7 metrach. Większość instruktorów robi to ćwiczenie w ciepłej wodzie ze względów bezpieczeństwa.

Nikt już nie pływa dystansów, choć jest 200 m do zaliczenia,

  • Kurs AOWD, P2,(do 40m)

W większości organizacji jest rozbity w czasie, przed kursem trzeba zaliczyć cztery różne specjalizacje: koniecznie głęboka, nocna, nawigacyjna, rescue, nitrox,  kiedyś wszystko robiło się od razu na jednym obozie.

  • Kurs Divemaster

wymogiem jest średnio 60 nurkowań, specjalizacja rescue, stopień AOWD, kandydat praktycznie przez cały kurs przygotowuje się do prowadzenia grup nurkowych pod wodą

Moje krótkie podsumowanie szkoleń płetwonurkowych teraz i 18 lat temu:

Wspomnień nikt nam nie zabierze, było hardcorowo, ale nie było wypadków. Osoby biorące udział w kursach były lepiej do nich przygotowane, zazwyczaj świetni pływacy, na wyższe stopnie ratownicy WOPR, nikt na kursy nie trafiał przypadkiem, a jak był słaby to po dwóch dniach rezygnował. Są i wady, nauka poszła do przodu, wiemy więcej o dekompresji i profile nurkowań nie były zbyt mądre. Trochę zdrowia tam zostawiliśmy.

Obecnie nurkowanie jest dostępne prawie dla wszystkich, nie ma wyjątkowo trudnych i niebezpiecznych ćwiczeń, wiedza na temat nurkowania jest większa, nie ma agresywnych profili, prędkość wynurzania jest mniejsza, stosujemy tlen do dekompresji, używamy nitroksu. Są ciekawsze materiały szkoleniowe, zachęcające do nauki. Jest nowocześniejszy sprzęt i łatwy dostęp do atrakcyjnych miejsc nurkowych.

Gdybym miał wysłać dziecko na kurs płetwonurka w 2000 roku lub w 2018 roku, wybrałbym czasy teraźniejsze.

Przy wyborze kursu najważniejszy jest instruktor i kilka szczegółów ! Ideałem byłaby organizacja, która ma tylko super instruktorów, ale tak nie jest i możecie trafić różnie. 

  • Wybierajcie instruktora, organizacja jest mniej ważna,
  • Słuchajcie opinii (znajomi, fora internetowe, grupa nurkowanie na Fb, opinie szkoły na Fb), instruktor który dobrze szkoli nie jest anonimowy,
  • Zapytajcie instruktora o dyspozycyjność, dobrze gdyby zajmował się tylko nurkowaniem,
  • Zapytajcie o miejsce gdzie będzie się odbywał kurs, idealnie jak szkoła posiada własną bazę nurkową lub „swoje” miejsce do szkoleń z ciekawym torem podwodnym,
  • Ilość nurkowań na kursie i czas nurkowania, możecie trafić na kurs składający się z 8 nurkowań po 20 minut, lub z 8 nurkowań po 60 minut (3 razy dłuższy),
  • Nie reagujcie na zapewnienia instruktora że jego organizacja jest najbardziej rozpoznawalna, i jak zrobicie kurs w innej organizacji to nie będziecie mogli nurkować za granicą, bzdury, wszędzie płacicie kasę za wejście do wody i to jest wasza przepustka, na każdym certyfikacie są uprawnienia. Jak jesteście w bazie PADI czy SSI to nie oznacza, ze inni nie mogą tam nurkować, wszędzie wasze pieniądze są mile widziane,
  • Zapytajcie o materiały szkoleniowe do kursu, przyjemniej się uczymy z materiałów, często ich nie ma. Zapytajcie o wykłady.
  • Zapytajcie o doświadczeniu instruktora, z tym może być różnie.   Przykład z życia: kurs instruktorski kilka lat temu. Cały kurs trwał trzy weekendy, od piątku do niedzieli, dwa weekendy wykłady i basen, w trzeci wyjazd na Hańczę, pierwsze nurkowanie kandydatów na dłubanki (36m), powinno być proste nurkowanie na tym poziomie, nagle kandydaci nie panują nad sprzętem i wynurzają się z nadmierną prędkością na powierzchnię, w tym dniu już nie nurkują, a na drugi dzień egzamin teoretyczny, zaliczony, dyplomy i stopień instruktora. Na szczęście ten instruktor pomyślał i nie szkoli, chyba też nie nurkuje, zajął się inną aktywnością,
  • zapytajcie o kompletną cenę kursu (są różne sztuczki, dopłata do materiałów, certyfikatu, podana cena tylko za zajęcia basenowe, dopłaty do korzystania z bazy),

Na koniec dziękuję, że dotrwaliście do tego miejsca, mam nadzieję, że artykuł Was zaciekawił. Założyłem że osoby czytające tekst są w większości płetwonurkami. Wasza wiedza na temat współczesnych szkoleń jest znana, dość szczegółowo rozpisałem jak to było w niedalekiej przeszłości. Jeszcze raz wspomnę, chętnie poczytałbym wspomnienia starszego ode mnie płetwonurka, na pewno były by jeszcze ciekawsze. Zachęcam do pisania. 

 

Pozdrawiam Leon

„Profundal Lublin”

5 komentarzy do wpisu „Ewolucja rekreacyjnych szkoleń płetwonurkowych (od 2000 roku)”

  1. Leon, świetnie napisany artykuł. Nurkuję 27 lat i zaczynałem właśnie taką drogą i obserwowałem jak rozwijało się nurkowanie w Polsce. Znam dużo starszych instruktorów (mój obchodził parę lat temu 40 lecie i ciągle można go spotkać w wodzie np w Biebrzy) . Trzeba kultywować historię.

    Odpowiedz
    • Watsonie, byłeś moim nauczycielem na jednym z kursów, pamiętam do tej pory Twój wykład o automatach, był najciekawszy na całym kursie. Podchodziłeś z pasją i chciałeś nas nauczyć, jak było z niektórymi instruktorami sam wiesz. Dzięki

      Odpowiedz
  2. Fajne czasy. Jeszcze fajniej było w 1982 obóz nurkowy w Sławie śląskiej. Skromna wiedza uzupełniona wielogodzinnymi treningami. Kanapka z salcesonem czarnym na drugie śniadanie. Nurkowanie na ramiączku z linką. Mors i Kajman do dziś moim przyjacielem jest. Jacket nie występował, był noszak i nikt się nie przeważał. Jestem pod wodą 36 lat. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. Bardzo dobry artykuł! Super wspomnienia, mam podobną historie doświadczeń nurkowych, wszystko opisałeś tak jak ja sam to pamiętam, włącznie z „leśnymi dziadkami” 😉

    Trochę stronnictwo podszedłeś do PADI, pewnie dlatego że jesteś z SSI. Te animozje CMAS/LOK jak pamiętasz teraz też są tylko nazywają się SSI/PADI. Pewnie obaj zgodzimy się że są zupełnie niepotrzebne.

    Kilka sprostowań:
    *W PADI też jest 9 nurkowań na poziomie podstawowym OWD – więc nie tylko w CMAS;

    *W PADI też jest wynurzenie awaryjne z 6m do powierzchni i ustne pompowanie BCD na powierzchni – więc nie tylko w SSI;

    * Standardy PADI są jawne, kursant zna wykonywane ćwiczenia ponieważ ich opis jest w książce np. kursu podstawowego oraz są one ukazane w filmie do kursu, który student musi obejrzeć. Dodatkowo po kursie dostaje ankietę od PADI i tam ma zapytania odnośnie zrealizowanych ćwiczeń;

    *Podanie automatu głównego, który jest na krótkim wężu, stwarza niepotrzebne ryzyko, dla nurków rekreacyjnych. Octopus jest automatem dla partnera który potrzebuje pomocy, dlatego rozsądnym jest uczyć prawidłowego wykorzystania sprzętu zabieranego pod wodę.
    Drugi powód to ludzie podczas szkoleń mieli dyskomfort z braniem do swoich ust oślinionego automatu kolegi. Co w życiu skutkowało brakiem praktyki i brakiem prawidłowej reakcji na problem. Nawet obecny standard RKO mówi że nie trzeba robić usta usta, bo ludzie zniechęcają się do udzielania pomocy w ogóle, już na kursie.

    Odpowiedz
    • Dzięki Maćku za komentarz. Już odpowiadam.

      1. Zmienię zaraz w tekście ilość nurkowań, rzeczywiście i w PADI i SSI jest po 9, nie mogłem się doliczyć basenów bo wszyscy je łączą. Ja robiłem 10 nurkowań zawsze, ale od tego roku zmniejszam ilość na 8, ale każde w okolicach godziny. Taką ilość nurkowań uważam za optymalną i uważam że mniej nie wypada, biorę kasę więc chcę dać coś od siebie i nauczyć lepiej, mam czas.

      2. Wynurzenie awaryjne: podałem najtrudniejsze ćwiczenie ogólnie, tylko SSI robi to po zakręceniu zaworu butli, więc napisałem SSI, w PADI się chyba nie zakręca zaworu

      3. Jeśli standardy PADI są jawne, gdzie? bardzo chciałbym się z nimi zapoznać, naprawdę chciałbym je mieć i znać, bo różnie wygląda sprawa szkoleń PADI u mnie w regionie. Interesuje mnie czas szkolenia, ilość nurkowań, ćwiczenia do wykonania. Proszę o skierowanie na odpowiednią stronę www.

      4. Odnośnie octopusa który dynda gdzieś z boku. Moje zdanie jest jedno, tak jak ja mam węże, ma i kursant. Jestem pewny, że w bardziej wymagających nurkowaniach octopus umieszczasz na gumie na szyi i podajesz to co w paszczy. SSI zaleca mi ten sposób jako bezpieczniejszy to mam go nie uczyć?.
      Wiem czasami jest obrzydzenie, brać ustnik od innego kursanta, trudno, bezpieczeństwo przede wszystkim. Czy w PADI nie plują w maskę, to też jest niehigieniczne.
      W sytuacji zagrożenia życia nikt nie będzie szukał octopusa, tylko będzie wyrywał z paszczy to co widzi, czyli główny automat, nie tylko czytałem o tym 😉 ale też przećwiczyłem wielokrotnie z chłopakami w służbie, dopływaliśmy już na oparach i nie było znaków, była walka o życie. KAŻDY częstował się automatem z paszczy.
      Masz rację kursant OWD może być przeładowany wiedzą i nadmiarem ćwiczeń, ale przecież można mu pokazać i nauczyć dwóch sposobów podawania automatu. Ten łatwiejszy, ale używany przez OWD i sezonowców i ten drugi bezpieczniejszy, ale na początku trudniejszy w obsłudze sposób podawania automatu, tylko trzeba poświęcić więcej czasu a z tym jest coraz trudniej na szkoleniach, przy 4 i więcej kursantach pod wodą jest rzeczywiście problem. Dziwi mnie że SSI nakazuje podawanie głównego, a PADI zakazuje na poziomie rekreacyjnym. Mogę nie mieć racji, może Divemaster już jest uczony dwóch sposobów, ale gdzie mogę o tym przeczytać ?
      Myślę, że kursant który może mieć problem z wyjęciem automatu z ust, podać go partnerowi, w tym czasie włożyć do ust automat, który ma przymocowany na gumce na szyi i przytrzymać partnera, nie powinien otrzymać certyfikatu OWD, bo sobie nie poradzi w realnej sytuacji bez instruktora.
      Podsumowaując
      Moja organizacja SSI zaleca, SDI też, PADI raczej nie. Przy tym jednym ćwiczeniu zdania są różne, szanuję to, na szczęście reszta ćwiczeń jest podobna, i wyszkolenie kursanta będzie na podobnym poziomie.

      Dla mnie najważniejsze jest aby ludzie nurkowali niezależnie od organizacji. W Lublinie mam 3-4 centra/instruktorów którzy szkolą, cieszę się jak inni mają robotę, ja też nie narzekam. Zagrożeniem są inne aktywności, bo ludzie nie mają czasu na wszystko.
      Pozdrawiam

      Odpowiedz

Dodaj komentarz