GOZO/2018/marzec relacja z wyprawy

Grudniowy wieczór  roku 2017, jesteśmy  na Gozo, słyszę pytanie od jednego z członków  ekipy: Leon, gdzie jedziemy na wiosnę? Powtarzamy Gozo ?  Odpowiedź zważywszy miejsce, mogła być tylko jedna:  TAK, po raz xxx (chyba 10).

Po powrocie z Gozo wprowadzam wydarzenie na FB i wrzucam informację o wyjeździe na moją stronę www.profundal.pl  W ciągu dwóch miesięcy zbiera się pokaźna ilość osób chętnych na wyjazd (ponad 20). Wiadomo, na razie to były deklaracje i zawsze rzeczywistość do momentu  wpłaty zaliczki lub zakupu biletu jest inna. Tym razem  na wyjazd zdecydowało się 18 osób. Sami nurkowie. Poziom wyszkolenia różny, ale cel wyjazdu to rekreacja w zakresie posiadanych uprawnień.

Byliśmy pierwszą tak dużą grupą w tym roku na Malcie, większość grup wyjeżdża jednak dwa miesiące później, na pewno pogoda jest wtedy bardziej nurkowa. Tacy wariaci tylko w  Profundalu 😉

Podczas naszego pobytu pozostałe bazy nurkowe na Gozo świeciły pustkami, coś tam się działo, ale były to pojedyncze osoby. Część baz była jeszcze zamknięta.

17.03.2018

W Polsce nagłe śnieżyce, dom zasypało a ja lecę w inny klimat 😉 W tym dniu poleciałem sam na Maltę, trzy dni przed grupą. Chciałem przygotować  i dopilnować wszystkiego wcześniej. Dojazd typowy, auto Lublin-Warszawa, samolot na Maltę, prom na Gozo, w porcie czeka Jacek Chojnacki – właściciel bazy Family Diving Gozo. Przyjeżdża nie standardowo, zawsze był dużym Iveco, tym razem coś innego: Suzuki Gypsy, nowy zakup bazy. Trzy dni minęły błyskawicznie, pomoc przy sprężarce, dopieszczenie pokoi , nie było czasu nawet zanurkować.

20.03.2018

W nocy wpada wesoła brygada. Na dwie raty, chłopaki zgubili się na przystanku przy lotnisku i z różnych powodów (są dwie wersje) nie wsiedli razem do słynnego już autobusu linii X3. Spotykamy się w porcie. Widać zmęczenie na twarzach. Szybki transport na kwatery, lekka integracja, przeżycia z podróży i sen.

21.03.2018 – Dzień 1

W miejscowej restauracji L' Aragosta Al Fresco w Marsalform mamy zamówione śniadania po 5 euro. Jesteśmy pierwszą grupą, można napisać testową. Nie jest źle, śniadanie w Brytyjskim stylu. Parówki, jajka, bekon, warzywa, kawa, herbata. Nikt nie wychodzi głodny. Jest wygodnie i prawie cała grupa zdecydowała się na taka formę śniadań, jednak jak ktoś chciał pokucharzyć z jajecznicą to w apartamentach są dobrze wyposażone kuchnie i taka forma śniadań też się sprawdza.

Po śniadaniu udajemy się do bazy klarować sprzęt i dobrać brakujący. Sprawdzenie prognozy pogody i w grę wchodzi tylko jedna pewna miejscówka: Mgar Ix Xinni. Pogodę podczas całego wyjazdu sprawdzamy w znakomitej aplikacji kaptain

Wejście i rozpoczęcie właściwego, tego pierwszego nurkowania trwa dłużej niż zwykle, wyważanie jest czasochłonne, co chwile słyszę : daj jeszcze 2 kg;-) a tyle razy mówiłem zapisujcie ilość balastu w swoich logbookach. Ta uwaga nie dotyczy oczywiście osób, które nurkowały pierwszy raz w słonej morskiej wodzie. Był nawet jeden kursant OWD. Po zanurzeniu wszyscy udali się na podwodną wędrówkę w 4 zespołach. Temperatura wody 15-16 stopni. Nie rozpieszcza, zważywszy, że latem jest 26.

  • Mgarr Ix-Xinni

Jedna z popularniejszych miejscówek na „pierwszy raz”. Spokojna zatoka, przy nie sprzyjających warunkiach w innych miejscach, tu mamy 90 % pewności, że będzie ok. Plan nurkowania to trzymanie się prawej strony kanionu, i w 12-15 minucie nurkowania dopływamy do małej caverny na 10 metrach głębokości. Po wpłynięciu dno  stopniowo się wypłyca i zwęża, na końcu możemy wystawić głowę. Tu na 2-4 metrach występuje zjawisko halokliny czyli mieszania się wody słodkiej z morską. Caverna ma długość około 50 metrów i na pewno tu można poczuć się jak w jaskini. Poziom adrenaliny wzrasta. W tym miejscu wymagane są latarki. Po wypłynięciu wracamy trzymając się lewej strony lub przepływamy na wprost do przeciwnej ściany, wracamy mając ją po prawej. Inna opcją, jeśli posiadamy odpowiedni zapas gazu, jest dopłynięcie do następnej szerszej jaskini (czas 5 minut i głębokość 16 metrów) lub wypływamy z caverny na wprost do trawy morskiej. Tu przy odrobinie szczęścia możemy spotkać koniki  morskie. Osobiście na 15 nurkowań w tym miejscu konika widziałem raz, niestety.

Przerwa powierzchniowa, jedziemy na kanapki z tuńczykiem, po drodze stoi budka gastronomiczna, za 2 euro można się najeść.

 

Po posiłku dzielimy się na dwie grupy, jedna początkująca i kursowa nurkuje ponownie w Mgarr Ix-Xinni, druga jedzie do :

  • Zatoka wraków Xatt L-Ahmar (wraki Cominoland, Karwela, Xlendi)

Dla większości płetwonurków główne miejsce nurkowe na Gozo. Znajdują się tam 3 wraki Xlendi, Karwela i Cominoland, oraz ciekawa pionowo opadająca z 12-15m do 30-35 metrów półka skalna.

Jadąc z portu w stronę stolicy Victorii mniej więcej w połowie drogi po lewej stronie znajduje się drogowskaz z napisem „Diving wrecks”, podążając według wskazówek kolejnych drogowskazów dojedziemy na parking nurkowy, znajduje się on na wzgórzu i tu uwaga co do wyboru auta, zjazd nie stanowi problemu, ale wracając droga jest bardzo stroma i najlepiej sprawdzają się tu auta z napędem na 4 koła, wyjazd małą osobówką może być trudny. Po założeniu sprzętu na parkingu,  musimy zejść po schodkach do miejsca gdzie można wskoczyć do wody, wybieramy jedno z dwóch zejść, po lewej po drabince, po prawej po skałach. 

Wrak Karwela:

Wymiary: dł. 48 m. szer.8 m. Waga 497 ton, 800 pasażerów. Maksymalna głębokość 42 metry.

Historia:

1957 – budowa w niemieckiej stoczni Meyer

1978 – pod nazwą MV Nordpaloma służy w porcie Lubeck w Niemczech

1986 – przypływa na Maltę

1992 –  jako Karwela  dla firmy Captain Morgan Cruises (prom pasażerski)

2006 –  w sierpniu został zatopiony jako atrakcja turystyczna w ramach projektu restrukturyzacji UE (filmy są na Youtube)

Do wraku można dopłynąć na dwa sposoby, pod wodą obierając właściwy azymut lub po powierzchni do bojki, która leży przy wraku. Wrak skierowany jest pod skosem, dziobem w kierunku Cominoland w odległości  50 metrów od niego, odległość od brzegu płynąc azymutem 160 stopni wynosi 60 metrów. Największymi  atrakcjami tego wraku są: klatka schodowa prowadząca pod pokład, bardzo fajny mostek kapitański, maszynownia i szerokie korytarze, nurkując we wraku nie zapominamy o latarce i szybko upływającym czasie na głębokości około 37 metrów. 

Pierwszy dzień nurkowy był męczący. Grupa niewyspana, długi czas spędzony rano przy montażu, dopieraniu sprzętu. Dodatkowo dużo zabawy przy pierwszym nurkowaniu ze względu na wyważanie. Do bazy wróciliśmy dopiero około godziny 18.00. Nikt nie miał ochoty na wędrówki i wszyscy grzecznie poszli spać.

Podczas pobytu często korzystaliśmy z mapek ze znakomitej książki przewodnika dla nurków, autorstwa miejscowego instruktora Richarda Saltera pod tytułem Diving Gozo&Comino. Można ją kupić w księgarniach na Gozo i Malcie, niektórych bazach nurkowych, lotnisku i na promie. Cena 18 Euro. Przewodnik zawiera dokładny opis 71 miejsc nurkowych. Jest aktualny, został wydany zaraz po zawaleniu się łuku skalnego Azure Window w marcu ubiegłego roku. Mapka z tej miejscówki też jest. Niektóre mapki w tym opisie zaczerpnąłem z tej lektury. Szczerze polecam. Jest dużo dokładniejszy od najbardziej popularnego przewodnika Scuba Diving Malta Gozo Comino. Pamiętajcie tylko, że w przewodniku nie znajdziemy miejscówek Malty.

 

22.03.2018 – dzień 2

Rano śniadanie na które jak zawsze czekamy, czasami nawet 30 minut, jak ktoś ma mało czasu, to lepiej zrobić je samemu w pokoju. Po śniadaniu sprawdzenie pogody i jedziemy. W dniu dzisiejszym:

Middle Finger

Trudno tu dojechać, dość stromo i ciasne zakręty. Dla Jacka auta: wielkiego Iveco, najtrudniejszy dojazd z wszystkich miejsc na Gozo. Na dole dużo miejsca, naturalny parking przy niewielkich solankach. Wejścia do wody są z dwóch stron, bardzo łatwe. Miejscówka w której można wykonać głębokie nury, najgłębsze na Gozo dostępne z brzegu, kolega Miodzio złapał tam 90 metrów. Standard to 60 -70 m od strony morza. Prawie zawsze jest tu mnóstwo ryb ponieważ nieopodal na wzgórzu zbudowano oczyszczalnię ścieków, rura wychodzi w morze na głębokości około 60 metra. Nurkowisko z charakterystyczną wystającą z dna skałą 20 metrów od brzegu. Głębokość w przesmyku 35 metrów,  a z drugiej strony 60+ . 

Po przyjeździe miny mieliśmy kiepskie, wiatr, zimno i spora fala. Nikt jednak nie chciał rezygnować, twardym trzeba być.

Podjąłem decyzję, że w tym dniu to miejsce na kurs OWD nie wchodzi w rachubę, nie wykonalibyśmy podstawowych ćwiczeń przy takim falowaniu. Pakujemy się z Albertem na Suzuki, dołącza Jarek i Łukasz. Jedziemy w pewniejsze miejsce czyli ponownie Mgarr Ix Xinni. Na miejscu temperatura 10 stopni wyższa, brak fal, idealnie na kurs i luźne pływanie. Dodatkową atrakcją były ćwiczenia miejscowego ratownictwa wodnego.

Po nurkowaniach zdzwaniamy się i spotykamy w knajpie w zatoce Hondoq Bay. Była propozycja aby tu nurkować, ale kompletnie nie uznaję tego miejsca, sam piach i kilka kamieni. Może na intro OK.

Po posiłku trzeba podjąć decyzję gdzie robimy drugie nurkowanie. Narada z Jackiem i Kasią, stwierdzamy że zamiast piachu na Hondoqu, lepiej kolejny raz obejrzeć jaskinię w Mgarr IX Xinni. Całą bandą jedziemy więc tam, w tym dniu najlepsze miejsce. Tym razem nie startujemy do wody z plaży, tylko parkujemy auta wyżej i do wody trzeba wskoczyć. Miejscówka znana przez wszystkich, tym razem Albert – kursant OWD już ma mniej ćwiczeń i damy radę dopłynąć do caverny, taki kurs to ja rozumiem 😉 Wszyscy tam byli, ostatnie ekipy niewiele widziały, ale dla większości caverna to jaskinia więc jest fan. Grupy stopniowo wychodzą z wody, wraca ostatnia, wynurzają się i wyraźnie słychać że pod wodą ktoś coś spiepszył, tyle emocji w w wulgarnych słowach po wynurzeniu nie słyszałem nigdy, a trochę tych osobowości przerabiałem na obozach. W krótkich żołnierskich słowach poradziłem koledze aby opanował język i wyjaśnił sprawę na spokojnie po wyjściu z wody, co też zostało uczynione. Taka rada starszego kolegi: też nieraz byłem wkurzony, bo to różnie bywa pod wodą. Tego typu sprawy załatwiamy po rozebraniu się ze sprzętu. Czas tonuje nastrój, tak jest lepiej.

 

Wieczorem wykłady z Albertem, my wykłady, a reszta kabarety. Urok kursu na wyjeździe.

23.03.2018 – dzień 3

Rano standard, sprawdzenie falowania. Dziś znów zatoka wraków:

Podział na grupy: 6 osób z Jackiem na Cominoland, 7 osób z Kaśką do zatoki na lewo. Ja z Albertem przed założeniem zestawu powietrznego, uczymy się skakać z wysokości 2 metrów i wyczuwać falę, wejście nie należy do łatwych przy tej pogodzie. Zakładamy sprzęt, skaczemy i zaliczamy 20-tkę, płyną z nami suchacze czyli Jacek, Bogdan i Tomek, mamy chytry plan aby z 20 tego metra wypatrzyć wrak Xlendi. Głębiej nikt nie ma uprawnień. Niestety nie zobaczyliśmy go, widoczność była za słaba, ale za to Albert zaczyna być płetwonurkiem. To jeszcze nie to, ale mi się podobało, brakowało kilku detali w ułożeniu ciała, typu podniesienie głowy i wyciągnięcia rąk do przodu. Jeszcze czekam z pochwałami, tym bardziej, że raz wynurzyło go o 3 metry. Cele nurkowania zostały zrealizowane tym razem bez wydarzeń i każdy na spokojnie zakończył nurkowanie. Falowało jak zwykle przy wyjściu, i na drabince niektórzy musieli uprawiać alpinistykę na samych rękach.

Wrak Cominoland:

Wymiary: dł. 35 m. szer.8 m. Waga 295 ton, 400 pasażerów i 10 aut, dwa silniki diesla, jedna śruba. Maksymalna głębokość 42 metry,

Historia:

1942 – zbudowany  w Anglii dla Royal Navy  stawiacz min o początkowej nazwie M 6.

1966 – sprzedany na Maltę , nazwę zmieniono na Minor 6

1968 – przebudowa i przystosowanie do użytkowania jako prom pasażerski (możliwość zabrania 400 pasażerów i 10 samochodów), przewozi pasażerów w porcie w Valetta

1976 – przejęty przez Gozo Chanel Line, zmiana nazwy na Minor Eagle

1980 – Przebudowa na statek wycieczkowy, zmiana nazwy na Jylland II

1992 – Zakupiony przez firmę Captain Morgan Cruises, pływa pomiędzy Sliema a Malta, zmiana nazwy na Cominoland

2006 – w sierpniu został zatopiony jako atrakcja turystyczna w ramach projektu restrukturyzacji UE

Po zanurzeniu kierujemy się zgodnie z azymutem 130 stopni, wrak leży około 90 metrów po skosie od miejsca wejścia na głębokości 42 metrów, głębokość  wewnątrz wraku 38 metrów a pokład znajduje się na 35 metrach. Wrak umiejscowiony jest poprzecznie do brzegu zwrócony dziobem w prawo więc najczęściej zwiedzanie rozpoczniemy właśnie od dziobu, płyniemy lewą burtą i dopływamy do śruby, wynurzamy się o 3 metry i rozpoczynamy zwiedzanie pokładu. Wejścia do wewnątrz i korytarze są z lewej i prawej strony, wrak jest oczywiście przystosowany do zwiedzania, komunikacja jest łatwa, nie ma szans zgubić się wewnątrz. Problemem może być  narkoza azotowa i złe gospodarowanie gazami.  Nadbudówka znajduje się na 30 metrach, powrót jest łatwy, około 25 metrów od wraku jest pionowa ściana skalna, stąd kierujemy się do dwóch niskich drabinek za pomocą których najłatwiej jest wyjść z wody.

Drugie nurkowanie, kilkaset metrów dalej w zatoce: Ta Cenc

Płynąc ze wspomnianej wcześniej Mgarr Ix Xinni, skręcamy w prawo, tu jest zatoka, można tak, ale potrzebowalibyśmy twinsety. Duzo łatwiej jest dojechać do restauracji o tej samej nazwie i zejść niestety po 90 stopniach schodów. Przyznaję, że w tym miejscu byłem po raz pierwszy, czułem zaciekawienie. Wejście łatwe, skaczemy, powrót po niskiej drabince. Nurkowanie zaczynamy w kanionie na głębokości 8 metrów. Skręcamy w lewo i trzymamy się prawej strony. Opływamy skałę i na 8 metrach wpływamy do wspaniałej jaskini w której możemy się wynurzyć. Chwila walki z falami, zanurzenie i powrót drugą częścią. Powiem tak, gdyby nie było fal, piękna miejscówka dla początkujących i dla fotografów.

Wieczorem idziemy do knajpki w której jemy śniadania. Zamówiliśmy uroczystą kolację, 15 euro i mamy być zadowoleni. Kolacja przerosła nasze oczekiwania, kilka rodzajów ryb, owoce morza, wina, co chwila kucharz przynosił nową potrawę. Nawet największe wyjazdowe marudy były zadowolone, a uwierzcie mi, są wybredni. Szczerze polecam takie grupowe kolacje w restauracji  L' Aragosta Al Fresco w Marsalform.

24.03.2018 – dzień 4

Uda się, jedziemy, a raczej płyniemy na wyspę Comino. W planie dwa nurkowania pierwsze na Santa Marija Caves, drugie wrak P-31. Niestety od strony wraku fala olbrzymia, zalewa łódkę ekipy która popłynęła na rekonesans. Nawet prom kursujący na trasie Malta-Gozo pływa dziś dookoła, a zdarza mu się taka wycieczka zaledwie kilka razy w roku.

CDN

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *